pożyczki
Wesprzyj nas!

Fundacja JOKOT
ul. Klaudyny 38 m. 75
01-684 Warszawa
PL 60102010260000140201820927
SWIFT: BPKOPLPW

center

 

 

 

 

Wypełnij PIT przez internet i przekaż 1% podatku

Przebudowę strony sfinansowali:

 

Dane Fundacji
Fundacja JOKOT
ul. Klaudyny 38 m. 75
01-684 Warszawa 

 

NIP: 1182056566
REGON: 142786105
KRS: 0000376604

Odeszła Ola Chwatow, założycielka Fundacji JOKOT.

1 czerwca 2022 r. odeszła jedna z nas. Nas - założycielek, nas - fundatorek, nas - głównych organizatorek, nas - przyjaciółek.

Ola Chwatow. Tak trudno pisać o Niej w czasie przeszłym. Kilkanaście razy dziennie, przy zarówno drobnych, jak i poważniejszych sprawach, ręka nadal samoczynnie wybiera Jej numer. Na messengerze jest nadal członkiem większości ważnych rozmów. Jej nieobecność jeszcze do nas nie dociera.

Zaczęłyśmy wspólne działania około 2007 roku. Ola zgodziła się przyjąć jakieś kocięta "na tymczas", potem pojechała na pierwsze akcje łapankowe. Wkręcała się coraz bardziej nie tylko w działania, ale i ich organizację. I od początku istnienia naszej Fundacji była głównym "ogarniaczem miliona rzeczy, o których się w ogóle nie myśli, że istnieją i trzeba coś z nimi zrobić". Ola dbała o różne kwestie informatyczne, wypełniała najdziwniejsze sprawozdania, pisała oferty, kontrolowała wszelkie możliwe tabelki i cyferki, uzgadniała projekty i wydruki ulotek i kalendarzy, organizowała i prowadziła stoiska fundacyjne podczas różnych eventów, odpowiadała na maile, odbierała telefon fundacyjny, koordynowała akcje łapania kotów... Tego się po prostu nie da wymienić. Ola robiła po prostu wszystko to, czego się w działaniu Fundacji nie widzi. Robiła też rzeczy, które się widzi - do pewnego momentu sama jeździła na akcje łapania kotów, prowadziła dom tymczasowy, przez wiele lat latem przejmowała nadzór nad główną kociarnią...

Ale lista rzeczy, którymi się zajmowała, to tylko kawałek Jej obrazu. Ola nie tylko załatwiała SPRAWY. Ola była. Wspierała. Czuwała. Dawała poczucie spokoju i bezpieczeństwa. Doradzała w trudniejszych kwestiach. Wysłuchiwała, gdy trzeba było się wygadać. Łagodziła konflikty. Szukała rozwiązań akceptowalnych dla wszystkich stron.

 

Była z nami nawet wtedy, gdy chorowała. Robiła czasem kilkudniowe przerwy, ale przecież z każdej z nich wracała. Nawet ze szpitalnego łóżka publikowała posty czy sprawdzała nasze nieśmiertelne tabelki. Jeszcze na dwa tygodnie przed śmiercią szkoliła wolontariuszki z robienia rejestrów. Była zawsze dzielna, uśmiechnięta i z pogodą myślała o przyszłości. Jesteśmy pewni, że postawiła przed nami zadanie: trwać. I dalej pomagać kotom.

Olu, nie zawiedziemy Cię. A Ty pogłaszcz od nas wszystkich naszych podopiecznych, których spotkasz po drugiej stronie Tęczowego Mostu.

 
Dodaj link do:
www.facebook.com