pożyczki
Wesprzyj nas!

Fundacja JOKOT
ul. Klaudyny 38 m. 75
01-684 Warszawa
PL 60102010260000140201820927
SWIFT: BPKOPLPW

center

 

 

 

 

Wypełnij PIT przez internet i przekaż 1% podatku

Przebudowę strony sfinansowali:

 

Dane Fundacji
Fundacja JOKOT
ul. Klaudyny 38 m. 75
01-684 Warszawa 

 

NIP: 1182056566
REGON: 142786105
KRS: 0000376604

#7 Historia jednego kota – Łatek

 

Poznaliśmy się jakieś 2 lata temu w piwnicy, w której koty rozmnażały się w niekontrolowany sposób. Ta piwnica to zmora łapacza. Wchodziliśmy tam z klatkami i nie widzieliśmy żadnych kotów. Wiedzieliśmy, że tam są, ale nie widzieliśmy nikogo - oprócz niego! Łatek zawsze czekał na swoje jedzono, schodził z rury po drzwiach piwnicy i szybko pałaszował, co zostało wystawione. Był nieodłącznym przeszkadzaczem podczas zasadzek na inne koty. Potrafiłyśmy 2-3 razy dokładać przynętę, bo Łatuś przychodził i wszystko wyjadał. Nie bał się klatki. Ludzi zawsze unikał. Może nie bał się bardzo, ale jednak trzymał się z daleka. Wiedzieliśmy, że był kastrowany. 


Z czasem Łatek zmizerniał. Pogorszyło mu się futerko. Zaczął chodzić zaglucony. Stwierdziliśmy, że koniecznie staremu kotu należy się przegląd - zwłaszcza, że coś się zaczęło dziać. 


Tym razem Łatek nie chciał do nas wyjść. Nie wiemy czy się nas bał, czy już zaczął słabnąć. Siedział w jednej z piwnic na dole. Nie było szansy go normalnie stamtąd wyjąć. Zaczęliśmy stukać do właścicieli piwnic, żeby ktoś nam otworzył i pomógł staremu kotu. Powoli traciliśmy nadzieję i baliśmy się, czy będziemy w stanie mu pomóc. W końcu się udało. Mieliśmy go! Chudziutki, stary i brudny kot. Obraz nędzy i rozpaczy. 


W Fundacji okazało się, że kot jest w pełni obsługiwalny. Dał się wziąć na ręce. Pozwolił zajrzeć do pyszczka i obejrzeć zęby. Dostał leki, kroplówki i preparaty wzmacniające, żeby można było mu wyrwać resztki zębów i powrastany w dziąsła kamień. To musiało go bardzo boleć :( Natomiast wyniki krwi nie pozostawiały złudzeń - MOCZNICA!!! Zaczęła się walka z czasem. Codziennie podajemy leki, karmimy i głaszczemy... Co robi wtedy Łatuś? Wtula głowę w ręce i mruczy... To musiał być domowy kot. Nie dowiemy się czy się zgubił, czy ktoś go wyrzucił. Wiemy, że w piwnicy tkwił samotnie długie lata, a teraz pewnie nie zostało mu wiele czasu. 


To jest strasznie niesprawiedliwe!!! Tyle zmarnowanego czasu… To domowy zwierzak, który nie miał szczęścia. Czujemy żal do siebie, że może trzeba było go zabrać wcześniej. Wcześniej się przekonać, że to miłe stworzenie, które zapewne wolałoby żyć głaskane obok swojego człowieka, zamiast w ciemnej, zawilgoconej piwnicy. Nie wiemy jak Łatuś zareaguje na leczenie. Póki co zmienił szpitalikową klatkę na nieco geriatryczny dom tymczasowy. Oswaja się z sytuacją, ale na szczęście apetyt mu dopisuje. 


Potrzeba dużo ciepłych myśli i kciuków, żeby Łatek mógł się jak najdłużej cieszyć beztroskim życiem domowego kota!


AS

  
 
Dodaj link do:
www.facebook.com