pożyczki
Wesprzyj nas!

Fundacja JOKOT
ul. Klaudyny 38 m. 75
01-684 Warszawa
PL 60102010260000140201820927
SWIFT: BPKOPLPW

center

 

 

 

 

Wypełnij PIT przez internet i przekaż 1% podatku

Przebudowę strony sfinansowali:

 

Dane Fundacji
Fundacja JOKOT
ul. Klaudyny 38 m. 75
01-684 Warszawa 

 

NIP: 1182056566
REGON: 142786105
KRS: 0000376604

#5 Historia pewnego kota – Gyoza


Jaka jest historia Gyozy możemy tylko zgadywać. Prawdopodobnie kiedyś pewna pani oceniła ją jako kota zagrożonego – i postanowiła uratować, biorąc do siebie. Czy już wtedy nie była w stanie ogarnąć swoich kotów, czy też wtedy jeszcze kontrolowała sytuację – nie będziemy wiedzieć. W kolejnych latach trafiało do niej coraz więcej kotów. Może zresztą rozmnażały się między sobą?

 

W momencie, gdy dowiedzieliśmy się o kotach – opiekunka umierała. Koty też, choć wolniej. Były w miarę karmione, choć nie można powiedzieć, że odżywione. To jedyne co można powiedzieć o nich dobrego. Bez kuwet, sikające pod siebie, z zębami w stanie rozkładu lub bez zębów, zapchlone tak, że pod odchodami owadów trudno było rozpoznać kolory kota, a spora część zwierzaków była po prostu łysa. Ze świerzbem. Pasożytami wewnętrznymi. Katarem. I jakąś taką kompletną beznadzieją…

 

Gyoza zwróciła na siebie uwagę już pierwszego dnia. Na pewno była najbardziej odważna z całego stada, ale i jest w niej coś szczególnego. Jest starszą kotką, która ma w sobie jakąś tajemniczą mądrość.

 

Z rzeczy bardziej namacalnych miała ogromną zmianę na języku. Zmiana została wycięta i wysłana na badania, resztki zębów wypadły przy pierwszym dotknięciu chirurga i kotka zaczęła jeść. Ale jak jeść. Początkowo baliśmy się ją karmić „do wypęku”, ale po kilku dniach zaczęła dostawać już pełne porcje. Podwójne porcje. Poczwórne porcje… Nie, Gyoza nie znała granic. Jadła wszystko co dostawała.

 

Wyniki histopatologii przyszły niezłe – zmiana nie miała charakteru nowotworowego, a przewlekle zapalny. Niestety to zapalenie spowodowało totalne spustoszenie w kocie. Stres, osłabienie odporności, nadżerki - i oto nadszedł moment, gdy wydawało się, że kotka doszła do granicy. Że ta mordka nigdy się nie zagoi, a zwierzaka czeka tylko stały silny ból. Jej futro zrobiło się czarne od brudu i zaklejone wiecznie cieknącą śliną. Nasilił się katar. Górna część kota ponownie wyłysiała, tym razem od grzybicy.

 

Pomogła… kąpiel. Kto nie chce, niech nie wierzy. Ale wykąpany kot nagle zaskoczył. Te same leki, które przed kąpielą nic nie dawały – nagle zaczęły działać. Język się zagoił, nadżerki znikły. W jakiś tajemniczy sposób u kota na antybiotyku znikła grzybica (wiem co piszę! Też bym w to nie wierzyła, gdybym nie widziała na własne oczy). I jeszcze – kotka zaczęła wreszcie przybierać na wadze.

 

Odzyskaliśmy więc wiarę, bo jak nie wierzyć w siłę ducha TAKIEGO kota? ;) Szampon zawsze mamy pod ręką, na wypadek kolejnej zapaści ;) Ale Gyoza wygląda teraz naprawdę nieźle, więc może aż tak drastyczne środki nie będą już potrzebne.

 

J.

  
 
Dodaj link do:
www.facebook.com